Korzystając z tej strony akceptujesz postanowienia Regulaminu i oświadczasz, że znasz naszą Politykę Prywatności.

  • Facebook Social Ikona
  • YouTube Ikona społeczna
  • Instagram

Copyright 2016-2019 Trolltunga

Krótka instrukcja norweskich zasad społecznych ;-)

July 21, 2017

 

Co kraj to obyczaj, a stereotypy rządzą właściwie każdym narodem. Lubimy generalizować – Niemcy są zwykle precyzyjni, Hiszpanie temperamentni a Francuzi namiętni. A jaki jest Norweg? Zwykło się mówić, że jest zdystansowany i zimny, a jak to bywa ze stereotypami, za nimi zawsze kryje się ziarenko prawdy. Kontakt i porozumiewanie się z mieszkańcami krainy fiordów niejednokrotnie okazuje się dość twardym orzechem do zgryzienia, a przy przeprowadzce do ich pięknego kraju - nie oszukujmy się – są to dość ważne aspekty życia społecznego. Nie będziemy owijać w bawełnę, Norwegia chłodem wieje – dosłownie i w przenośni. Jak jednak przełamać lody, ogrzać relacje i zrozumieć typowe, norweskie zachowanie? Jeśli jesteś tego ciekaw, zapraszamy do dalszej lektury, opracowanej na podstawie wspaniałej książki ilustrowanej Nicholasa Lunda, The Social Guidebook to Norway oraz… moich własnych, subiektywnych doświadczeń. ;-)

 

Źródło ilustracji: The Social Guidebook to Norway, Nicholas Lund

 

 

1. Nigdy nie zapomnę, kiedy po raz pierwszy weszłam do jadącego z Nordstrand do centrum trikka, czyli norweskiego tramwaju w Oslo. Kiedy weszłam do środka po niewielkich schodkach, oczom ukazał się bardzo spójny, symetryczny, aczkolwiek dziwaczny widok. Wszyscy podróżujący siedzieli rządkiem przy oknie, jeden za drugim, a miejsca obok były puste. Dokładnie tak, jak rozsadza się uczniów podczas klasówki po to, aby wzajemnie od siebie nie ściągali.

Norwegowie lubią dystans. Lubią swoją małą bańkę, która ich otacza i daje poczucie bezpieczeństwa. Nie próbuj się dosiadać obok i nie licz na småprat (pogawędka), jedyne czego możesz oczekiwać to przeszywające spojrzenie pogardy wyrażające wyrzut, jak śmiałeś zakłócić jego spokój i wtargnąć na jego prywatny teren.

To nie tak, że Norwegowie są niemili. Podejrzewam, że powtórzę to w tym wpisie jeszcze kilka razy i choć nie chcę ich usprawiedliwiać, oni tak po prostu mają. Lubią niezależność, wolność i spokój.

 

2. Na uwagę zasługuje również wszelki kontakt fizyczny. Nie dotykamy nieznajomych, nie przytulamy (ani tym bardziej nie całujemy w policzek!) znajomych i bądźmy ostrożni z podawaniem ręki. Paradoksem w tym wszystkim jest fakt, że Norwegowie są uznawani za światowych mistrzów w przypadkowym seksie, a Oslo uznawane jest za stolicę jednonocnych przygód! To się jednak zdarza najczęściej podczas Helgefylla (o którym nieco później), a podczas tego „święta”, wszystkie chwyty są dozwolone. ;-)

 

3. Norweska „bańka” nie tworzy się tylko wokół jednego indywiduum. Norwegowie tworzą bańki również wokół społeczności, w których członkowie dzielą podobne zainteresowania, działają w tych samych organizacjach charytatywnych lub łączy ich inny, silny czynnik. O ile nie możesz liczyć na to, że nieznajomy odpowie na Twoje „hei” rzucone na ulicy (chyba, że jest to niewielkie osiedle i to Twój sąsiad – Waszym czynnikiem wspólnym jest wtedy wspólnota sąsiedzka), tak podczas wycieczki w góry, spotykając członka organizacji turystycznej, możesz liczyć na zamianę kilku słów.

4. Det finnes ikke dårlig vær, bare dårlige klær! (Nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania!) Nigdy nie narzekaj na pogodę. Jeśli przemokłeś lub jest Ci zimno, to choćby było -25 na zewnątrz, będzie to zawsze Twoja wina. Mieszkając w Norwegii musisz liczyć się z tym, że w ciągu jednego dnia może wystąpić pogoda typowa dla wszystkich czterech pór roku. Ubóstwiane jest ubieranie się „na cebulkę”, włożenie parasola i kurtki do kieszonki plecaka (najlepiej jak będzie to Fjell Raven albo North Face) i założenie wygodnych butów. Zapytasz pewnie jak miałbyś to zrobić, kiedy pracujesz w korporacji, gdzie obowiązuje konkretny dress-code. Buty biegowe w towarzystwie garnituru bądź sukienki wizytowej nie są niczym dziwnym – liczy się wygoda, i choć nie można Skandynawom odebrać gustu w kwestii mody, przy wygodzie schodzi ona na drugi tor.

 

5. Brak luksusu to luksus! Odkąd w Norwegii wynaleziono ropę, a kraj małymi kroczkami powoli pozbywa się kompleksu „młodszego brata” Szwecji, standard życia wzrósł kilka, jeśli nie kilkudziesięciokrotnie. Na ulicach można zobaczyć najdroższe auta, a norweska uboga rodzina to taka, która odpowiadałaby prawdopodobnie bardzo zamożnej w Polsce. Właściwie każdy posiada większą lub mniejsza łódkę, a wakacje w Tajlandii to coś standardowego. Coś, co dla większości z nas będzie luksusem, dla Norwega będzie normą. Dlatego duża część norweskich rodzin posiada niewielki domek zwany hyttą (ei hytte), najczęściej w pobliżu fiordu lub lasu, z dala od miasta. Hytta pozbawiona jest najczęściej prądu i wody, bo właśnie wypoczynek na łonie natury, z dala od cywilizacji, jest prawdziwym luksusem dla mieszkańca Norwegii.

 

6. Sprawą budzącą mieszane uczucia jest fakt, że Norwegowie często nie dają napiwków. Należy pamiętać, że obsługa kelnerska jest wliczona w większości norweskich restauracji, natomiast dawanie napiwków to oznaka czystej kurtuazji i grzeczności, że ktoś chce dać jeszcze nieco więcej. Z własnego doświadczenia wiem, że szokuje to bardzo często mieszkańców Polski, pracujących w gastronomii, którzy mając „norweskie stoliki” nie otrzymują napiwków. Nie oznacza to, że Norwegowi nie podobała się obsługa lub jest to wyraz nadmiernej oszczędności, a po prostu to, że przybywający do nas goście z krainy fiordów są przekonani, że za obsługę kelnerską już zapłacili. W takim wypadku należy na koniec wspomnieć, że taka obsługa nie jest wliczona w cenę posiłku, a zapewniam, że uwaga zostanie potraktowana poważnie. Mimo braku zwyczaju dawania napiwków nie oznacza to, że nie dostaje się ich w Norwegii w ogóle. Pracując kilka miesięcy w jednej z bardzo obleganych restauracji w Oslo muszę przyznać, że częściej zdarzało się, że napiwki jednak były zostawiane.

 

7. Norweska niezależność. Bywa, że o Norwegach mówi się, że są… skąpi. :-) Podczas wspólnego wyjścia ze znajomymi nie stawiają kolejki czy kolejnego piwa. Nie licz na to, że jeśli Ty postawiłeś swojemu norweskiemu koledze piwo, on przy następnej wizycie przy barze zrobi to samo. Ty kupujesz dla siebie, inni kupują dla siebie. Tak po prostu jest – i kropka. Jako kobieta, nie licz, że przed wejściem do autobusu mężczyzna puści Cię jako pierwszą lub odsunie krzesło, zanim usiądziecie do stołu. Pamiętaj – równouprawnienie obowiązuje nas wszystkich.

 

8. Pozostając w tematyce alkoholowej, warto wspomnieć o polityce Norwegii dotyczącej spożywania oraz zaopatrywania się w alkohol. Lżejsze trunki, takie jak piwo, możemy zakupić w zwykłych sklepach typu Rema 1000 czy Kiwi, natomiast mocniejsze napoje (w bardzo wysokich cenach) kupimy jedynie w sklepach sieci Vinmonopolet. Godziny otwarcia takich miejsc są z góry ustalone przez państwo (9:00-18:00), które bardzo mocno kontroluje sklepy, a sprzedaż alkoholu w niedziele jest surowo zabroniona. Zasady wprowadzono ze względu na dość spory problem z alkoholizmem obecnym w Skandynawii. Taki obrót spraw doprowadził do powstania Helgefylla, czyli intensywnego spożywania alkoholu w bardzo krótkiej przestrzeni czasowej (mówiąc kolokwialnie, coweekendowej libacji alkoholowej ;-) ). Norwegowie doznają wówczas całkowitej przemiany, gdzie żaden z powyższych punktów nie obowiązuje. Stają się ciepli, otwarci i ucinają pogawędkę z każdą osobą, która znajduje się w barze, gdzie Helgefylla odbywa się najczęściej.

 

9. Jeśli chcesz cokolwiek załatwić w okresie, w którym aktualnie się znajdujemy, czyli fellesferien, możesz o tym zapomnieć. Okres trwa od drugiego tygodnia lipca aż do końca sierpnia, a oznacza tyle, co „wspólne wakacje”, kiedy praktycznie żadna placówka nie funkcjonuje. Zamknięte są wszystkie instytucje państwowe, lekarze udają się til Syden (do ciepłych krajów na południu Europy), a wszelkie biura mają bardzo okrojony czas pracy.

 

10. Przy całym chłodzie i dystansie Norwega, najciekawszym zjawiskiem jest Norweg za granicą. Choć småprat to na co dzień zło najgorsze, gdy rodak spotka rodaka za granicą, wszelkie zasady nagle zostają łamane. Z zewnątrz można odnieść wrażenie, że przykładowa dwójka ludzi, która spotkała się przypadkowo na ulicy w Madrycie i odkryła, że oboje mówią w języku norweskim, to para najlepszych znajomych. Uwydatnia się wtedy prawdziwa tożsamość norweska, która sprawia, że nawet dwójka nieznajomych potrafi się zbratać.   

 

Powyższe zasady potraktuj z mocnym przymrużeniem oka – jestem przeciwna generalizowaniu, bo gdybyśmy wszyscy generalizowali, okazałoby się, że większość Polaków to pracujący jak mrówki złodzieje i alkoholicy. ;-) Tego nie chcemy! :-) Z drugiej strony, prawda zawsze leży po środku i z moich własnych obserwacji jestem w stanie powiedzieć, że w każdym z wymienionych zachowań spotkałam się przynajmniej kilka razy. Musisz pamiętać, że tak naprawdę to ludzie tacy sami jak my, być może z nieco większym dystansem, ale potrafiący być tak samo gościnni, serdeczni i kochani, jak nasz niejeden rodak. :-)

Please reload

Pozostałe wpisy
Please reload

Podążaj za nami
RSS Feed
  • Facebook - White Circle
  • White YouTube Icon

Jeżeli uczysz się lub chcesz się nauczyć norweskiego,

wypróbuj indywidualny kurs języka norweskiego!

Masz ochotę na więcej darmowych materiałów?