• Marta Hajdyła

Russetid? Ja, klart!


Czy rzuciliście okiem na nasz majówkowy quiz z zeszłego tygodnia? Jeśli tak, to prawdopodobnie zwróciliście uwagę na termin russetid - słowo, które w pierwszej połowie tego miesiąca Norwegowie odmienialiby przez wszystkie przypadki, gdyby tylko mieli je w swoim języku. 😉 Russ to nic innego, jak określenia norweskiego “maturzysty”, chodzi więc o czas, w jakim absolwenci szkół średnich hucznie obchodzą koniec swojej szkolnej kariery. Z samym świętowaniem tego faktu można spotkać się w wielu innych krajach, w Norwegii jednak to swoisty kulturowy fenomen. Na czym dokładnie polega?


Po pierwsze, solidnie zakrapiane imprezy mają miejsce nie po przeprowadzonych egzaminach, ale... tuż przed. Testy końcowe zaczynają się zazwyczaj 2-3 dni po 17 maja, norweskim Święcie Konstytucji, które jest jednocześnie kulminacją trzech tygodni russetid. Opinie na ten temat są mocno podzielone - niektórzy twierdzą, że zmęczenie po paru tygodniach nieustannego kaca odbija się negatywnie na wynikach, inni z kolei uważają, że rozluźnienie przed sprawdzianami mimo wszystko działa lepiej niż zakuwanie na ostatnią chwilę. Tradycja jest w każdym razie ugruntowana mocno i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie zasady organizacji tego wydarzenia miały się zmienić.


Pod koniec russetid każdego i każdą russ można w związku z tym poznać po podkrążonych oczach czy butelce w dłoni, wcześniej jednak Waszą uwagę na pewno zwrócą charakterystyczne stroje – kombinezony w czerwonym, niebieskim bądź czarnym kolorze, w zależności od profilu szkoły. Z początku widać na nich zazwyczaj tylko rocznik, nazwę placówki czy flagę Norwegii, ale z biegiem czasu każdy taki ubiór nabiera indywidualnych cech dzięki kreatywności uczniów. Oprócz tego nieodzowną częścią zestawu jest czapka absolwencka ze specjalnym sznurkiem, na którym im więcej supłów (knuter), tym lepiej - są to odznaki za wykonanie określonego zadania. Zazwyczaj są to wyzwania podobne do tych, z jakimi można spotkać się na polskim obozie czy otrzęsinach, np. kąpiel w lodowatej wodzie czy wypicie mikstury z domieszką czegoś średnio spożywczego, ale niekiedy przybierają nieco ekstremalne formy (seks w plenerze lub na terenie szkoły, wypicie kilkunastu piw duszkiem, itp.). Można się domyślać, że po tym wszystkim kombinezon jest już mocno doświadczony... Tymczasem przesąd mówi, że nie można zdejmować go aż do egzaminów i niektórzy naprawdę stosują się do tej zasady!


Ponieważ takie imprezowanie wymaga częstego przemieszczania się, a nogi czasem odmawiają posłuszeństwa, powszechnym zwyczajem jest zrzutka na kupno lub wynajem tzw. russebil albo russebuss, czyli auta lub autobusu. Uczniowie prześcigają się w ich ozdobieniu, a czasem także w znalezieniu sponsora – wiele firm decyduje się na pomoc w tej kwestii w zamian za możliwość umieszczenia na takim pojeździe swojej reklamy.


Wspomnianego już 17 maja uczniowie biorą udział w ogólnonarodowych pochodach w poszczególnych miejscowościach w ramach specjalnej kolumny russetog, potem wielu z nich bierze udział w festiwalu w Tryvann, gdzie organizowane są koncerty, a potem... pozostaje odespać, by mimo wszystko być w stanie rozwiązać kilka zadań z algebry!