• Marta Hajdyła

Norweski jest trudny? Obalamy mity!



Super, ale norweski jest taki egzotyczny, kompletnie nie dla mnie, brzmi skomplikowanie! Gdy nowi znajomi dowiadywali się, że uczę się, a potem nauczam języka norweskiego, bardzo często komentowali to właśnie w takich słowach. Bliżej niesprecyzowany mit o trudnym norweskim pokutuje w naszym kraju od paru ładnych lat – ktoś usłyszał coś od członka rodziny, który mieszka w Norwegii, ale na dobrą sprawę posługuje się tylko angielskim; kogoś innego minęło na mieście kilku Norwegów (a może Szwedów?), którzy „za bardzo mamrotali” i... katastrofa gotowa. Powiedzmy sobie szczerze, takie uogólnienia niepodparte solidnym doświadczeniem potrafią wyrządzić potem dużo krzywdy tym, którzy decydują się na poznanie norweskiego od podszewki i już na starcie mają w głowie blokadę opartą o stereotypy. Sam(a) masz w tej kwestii wątpliwości? Przeczytaj koniecznie!


Z jakiegoś powodu opinię prostego ma na przykład hiszpański czy włoski. Nie posługuję się ani jednym, ani drugim, więc nie mnie to oceniać, wiem jednak, że w obydwu tych językach czasownik jest odmienny, tj. przyjmuje różne końcówki w zależności od osoby, i to w dodatku wg kilku wzorców. Zapomnijcie o takich wyzwaniach w języku norweskim – tutaj czasownik dla każdej osoby będzie taki sam, niezależnie od tego, czy to liczba pojedyncza, czy mnoga, we wszystkich czasach, bez wyjątku! Do tego stopnia, że właściwie ciężko coś więcej w tym temacie dodać...


Skoro mowa o czasach, tutaj też sprawa wygląda całkiem nieźle. Norwegowie posługują się czasem teraźniejszym (presens), przeszłym (preteritum), przeszło-teraźniejszym (presens perfektum), coraz rzadziej zaprzeszłym (pluskvamperfektum) i różnymi konstrukcjami pozwalającymi opisać przyszłość, które przez wielu językoznawców nie są nawet klasyfikowane jako czas gramatyczny jako taki. Umownie jednak mamy do opanowania 5 kategorii – w porównaniu z angielskim, gdzie liczba czasów głównych wynosi 12, a w wersji rozszerzonej można doliczyć się ich 16 lub więcej, to naprawdę bułka z masłem. Jeśli znasz język angielski, rozumienie różnicy między preteritum a perfektum masz praktycznie w pakiecie (niemal toczka w toczkę przypomina rozróżnienie między past simple i present perfect), a jeśli nie, to opanujesz to dzięki 3-4 prostym zasadom.


W ogóle fakt powszechnego używania angielskiego i wpływu, jaki często niepostrzeżenie wywiera na inne języki choćby przez popkulturę czy reklamy, mocno zaburza nam zdolność obiektywnej oceny. Norweska wymowa wydaje Ci się trudna/dziwaczna? Porównaj prawidłowe brzmienie angielskiego comfortable i norweskiego komfortabel – idę o zakład, że na tym pierwszym nieraz połamałeś/aś sobie w przeszłości język! Wymowa drugiego tymczasem niemalże nie różni się od pisowni, pomijając może charakterystyczne brzmienie głoski „r” w sąsiedztwie „t”. A propos, konkretne połączenia głosek w różnych norweskich wyrazach dadzą z reguły ten sam efekt, czego nie można już niestety powiedzieć o angielskim. Tough i dough czy blood i wood wyglądają przecież podobnie, a czytamy je kompletnie inaczej (czy wiesz, że angielską końcówkę -ough w różnych wyrazach można przeczytać aż na DZIESIĘĆ sposobów?). Norweskie blod i flod czy feig i deig nie sprawią Ci tego problemu, bo rymują się doskonale. Nie jest też żadną tajemnicą, że norweska wymowa jest dla Polaków tą najprostszą spośród wszystkich języków skandynawskich.


No dobrze, ale czy pomimo spójnych zasad wymowy Norwegowie nie mówią przypadkiem koszmarnie szybko? Odpowiedź na to pytanie będzie już nieco bardziej złożona. Po pierwsze: to zależy od dialektu. Posłuchaj choćby wariantów południowonorweskiego – na mieszkańcach pozostałych części kraju robią nierzadko wrażenie rozleniwionych. Po drugie: w norweskim różnicujemy długość głosek (na tych dłuuugich opiera się przecież cała melodyjność tego języka), co oznacza, że zachowując tę zasadę nie mamy szans na wyrzucanie z siebie wypowiedzi tak szybko, jak na przykład po polsku. I wreszcie po trzecie: nawet kiedy uwzględnimy różnice dialektalne okaże się, że tempo mówienia jest sprawą mocno indywidualną i zależy przede wszystkim od temperamentu, nastroju i preferencji. Przy okazji, jak wygląda sprawa tempa w tym słynnym „łatwym hiszpańskim”?


Muszę uczciwie przyznać, że to, co naprawdę sprawia uczącym się norweskiego problemy, to dialekty właśnie. Pamiętaj jednak, że jeśli uczysz się języka jeszcze w Polsce, to zetkniesz się z nimi dopiero na dalszym etapie nauki (Twój nauczyciel powinien też wiedzieć, jak wprowadzić Cię w ten temat tak, byś wyszedł/wyszła z tego cało ;)). Jeżeli chcesz zamieszkać gdzieś niedaleko norweskiej stolicy, akurat to wyzwanie nie będzie dotyczyło Cię w większym stopniu niż ludzi tam urodzonych. Wydawało Ci się, że Norwegowie rozumieją świetnie małe dialekty, którymi posługuje się czasem kilkudziesięciu mieszkańców danej wioski? Nic z tych rzeczy! Jeśli nie pochodzą z tego samego regionu, oni też muszą włożyć we wzajemną komunikację pewien wysiłek. Wrażliwość na kwestie językowe i szacunek dla tak wielu współistniejących koło siebie form dla Ciebie oznacza przede wszystkim tyle, że statystyczny Norweg nie będzie raczej jakimś gramatycznym inkwizytorem. A przyjazne otoczenie to jeden z ważniejszych warunków podczas nauki jakiegokolwiek języka. Podejdź więc z dozą takiej życzliwości sam(a) do siebie i nie daj sobie wmówić, że norweski to czarna magia – gwarantuję, że efekty bardzo Cię zaskoczą!


#obalamymity #norweski #poziomtrudności

476 wyświetlenia