• Marta Hinz

Niewychowany Norweg? O uprzejmości w północnym wydaniu


Przyjazd do Norwegii to czasami przede wszystkim... ciężki bagaż. Kartony ptasiego mleczka i inne smakołyki dla znajomych, zestaw ubrań na każdy rodzaj pogody – na wszelki wypadek, kosmetyki, bo wybór na miejscu jest nieco ograniczony, i tak dalej, i tak dalej. Jest lato, niemożliwy upał. Taszczę wypchane po brzegi bagaże po schodach, bo ruchome akurat nie działają, a windy nie chcę zajmować, w razie gdyby przydała się komuś w większej potrzebie niż ja. Z opresji ratuje mnie dziewczyna, jak się okazuje, Amerykanka – zamaszystym gestem bierze ode mnie jedną walizkę, jedziemy w tym samym kierunku, więc odprowadza mnie tuż pod drzwi. Jej komentarz: „na norweskich facetów nie ma co liczyć, zero kultury!”


Czy Norwegowie (i Norweżki) są niewychowani? Jeśli masz jakiekolwiek związki z tym krajem, stawiam trzy do jednego, że spotkałeś/-aś się już kiedyś z taką opinią. Czy naprawdę można tam oberwać drzwiami w nos? Dlaczego standardem w kawiarniach jest samoobsługa? Czy w Norwegii nie ma czegoś takiego jak savoir-vivre, czy tylko obcokrajowcom ciężej go wyłapać?


Skoro zaczęliśmy od takiej anegdoty, na pierwszy ogień niech pójdzie bycie szarmanckim. Rzeczywiście, nie należy raczej oczekiwać, że Norweg pomoże kobiecie z ciężką torbą, otworzy przed nią drzwi, pomoże w zakładaniu płaszcza, zapłaci za nią rachunek w restauracji, itd. Dlaczego? Zgodnie z powszechną w Norwegii logiką okazałby jej wtedy wyższość, a kobieta nie jest przecież słabsza! Norweska struktura społeczna jest płaska – w praktyce oznacza to, że traktujemy się nawzajem po partnersku, w tym jeśli chodzi o relacje między płciami. Dla niektórych taki kompletny brak „rycerskości” może być zaskoczeniem, ale... Ten system naprawdę się sprawdza. Na przykład wtedy, gdy Norweg wyrywa ci z ręki patelnię, którą chcesz umyć po przygotowanym przez ciebie obiedzie (wielokrotnie przetestowane!), a w szerszej perspektywie wtedy, gdy nie jest dla niego żadnym dyshonorem fakt, że jako kobieta odnosisz sukcesy.


Prawdopodobnie z tego samego powodu w Norwegii z reguły nie przytrzymuje się drzwi dla osoby, która idzie tuż za nami. Ma w końcu ręce, zjadła pewnie śniadanie i ogólnie nic nie wskazuje na to, by miała sobie nie poradzić! Z drugiej strony, gdy zamawiasz kawę czy ciasto, nie spodziewaj się, że ktoś przyniesie ci ją do stolika – dlaczego miałby stawiać się na pozycji niższej niż ty? Oczywiście zdarzają się wyjątki, np. wtedy, gdy obsługa zorientuje się, że jesteś z innego kraju albo gdy ktoś NAPRAWDĘ potrzebuje pomocy, ze względu na wiek czy niepełnosprawność. To dążenie do balansu świetnie widać też wtedy, gdy załatwiamy w Norwegii jakąkolwiek sprawę urzędową – w kierowanych do nas pismach także używa się formy du, a urzędnicy generalnie bardziej objaśniają niż egzekwują, wywołując swoją pozycją strach czy dyskomfort.


Jeśli Norweg uzna, że okazana pomoc nie sprawi, że równowaga pomiędzy Wami zostanie w jakikolwiek sposób zachwiana, jego/jej życzliwość może odebrać Wam mowę. Przykład? Parę lat temu w mieście w północnej Norwegii zgubiłam drogę – wyładował mi się telefon, wszystkie budynki wokół wyglądały tak samo, a ulice tworzyły przedziwną konstelację, która w zimowym krajobrazie za nic nie chciała się rozplątać. Wreszcie na tej pustyni pojawił się jakiś człowiek, pan z dzieckiem parkujący pod domem. Czy wyjaśnił mi, w jaki sposób dostać się do celu? Nie. Zamiast tego zmarszczył brwi, rozejrzał się po zaspach wokół, które sięgały już prawie 2 m, wzniósł oczy do góry, z której śnieg sypał coraz mocniej, powiedział, że to dość daleko i... zaproponował, że mnie podwiezie. Nawet biorąc pod uwagę, że Norwegowie z północy mają opinię gościnnych i zdecydowanie bardziej kontaktowych niż kuzyni z południa, historia wydaje się niemal nieprawdopodobna.


Zanim wsiadłabym sama z obcym człowiekiem do jego auta w Polsce, zastanowiłabym się pewnie dziesięć razy. Tutaj jednak wybór był prostszy, bo już od kilku miesięcy zostawiałam w publicznych miejscach laptopa czy portfel bez nadzoru i po prostu wychodziłam z pomieszczenia, nie drżąc przy tym, że po dwóch minutach będę zmuszona dzwonić na policję. Być może Norwegowie nie okazują sobie szacunku za pomocą form pan/pani, są w kontakcie dosyć bezpośredni i na nasze standardy „żołnierscy”, ale za to mają do siebie nawzajem zaufanie, co moim zdaniem świadczy o szacunku bardziej niż społeczne rytuały i grzeczności.


Norwegia jest też jedynym krajem, w którym ktoś przeprosił mnie za publiczne przeklinanie. Zdarzyło się to w metrze, zirytowany pasażer około 40-tki rzucił pod nosem tym i owym w reakcji na komunikat, że z powodu awarii innego składu spędzimy na stacji około 15 minut. Gdy zorientował się, że po drugiej stronie wagonu jestem jeszcze ja, nie wiedział, gdzie podziać oczy – czy wyobrażacie sobie, że coś takiego mogłoby się zdarzyć w Polsce?


Całą sprawę można podsumować w ten sposób, że Norwegowie są ponadprzeciętnie chętni do pomocy, jeśli tylko mają pewność, że nie narusza to w żaden sposób twoich granic – nie sprawia, że czujesz się gorszy/-a, nie wprawia cię w zakłopotanie ani nie pozbawia cię poczucia prywatności. A brak kultury? Cóż, ta jak wiadomo nie jest czymś zdefiniowanym raz na zawsze pod każdą szerokością geograficzną – jadąc do jakiegokolwiek kraju, warto zdawać sobie z tego sprawę!


#wychowanie #Norwegia #kultura #Norweg

726 wyświetlenia