• Marta Hinz

Jobb og trivsel. Jak wygląda praca w Norwegii?


Czym różni się praca w Norwegii od pracy w Polsce? Większość z nas w pierwszej kolejności odpowie pewnie, że wynagrodzeniem. ;) Emigracja zarobkowa to zdecydowanie najczęstsze tło przeprowadzek Polaków i Polek na Północ. W norweskim miejscu pracy poza wyższym niż wcześniej przelewem na konto można jednak spodziewać się jeszcze innych nowości – i to właśnie krótki opis tego, na co warto się przygotować, znajdziecie w dzisiejszym poście.


Zacznijmy od informacji podstawowych: zgodnie z norweskim prawem pracy umowa musi być sporządzona na piśmie, pełny etat odpowiada 37,5 h (plus pół godziny przerwy na lunch dziennie), a minimalny wymiar urlopu to 25 dni roboczych w roku kalendarzowym (warto pamiętać, że jako dzień roboczy jest rozpatrywana również sobota). Po ukończeniu 60 roku życia pracownicy mają prawo do dodatkowych 6 dni wolnego, a ci związani umową taryfową mogą liczyć na kolejne 5 dni. Wspomniana przed chwilą tariffavtale to nic innego, jak zbiorowy układ zawierany między pracodawcą bądź zrzeszeniem pracodawców a związkiem zawodowym pracowników, który prócz umowy indywidualnej obejmuje następnie wszystkich zatrudnionych w danym zakładzie pracy. Podpisanie umowy taryfowej poprzedzają negocjacje płac i innych warunków zatrudnienia, takich jak wynagrodzenie za nadgodziny, dodatkowe świadczenia, pokrycie kosztów transportu, itp. W skrócie – związki zawodowe w Norwegii naprawdę mają wpływ na to, jak będzie wyglądać sytuacja pracowników i są realnym gwarantem ich praw, z którym po prostu się nie zadziera. ;)


Jeszcze a propos nadgodzin i urlopów – fenomenem, o który często pytacie, jest tzw. avspasering. Polega on na tym, że jeśli przekroczysz określony pułap nadgodzin, musisz w ramach rekompensaty wykorzystać odpowiadające temu okresowi wolne. Czasami może to oznaczać wyjście z pracy o kilka godzin wcześniej, a czasami weekend dłuższy o piątek czy poniedziałek. Oczywiście zawsze należy uzgodnić wcześniej termin takiego „odrabiania” z przełożonym.


A co z nieobecnością z powodu choroby? Nie ma co ukrywać, Polacy lubią być tutaj bohaterami. 39 stopni gorączki, głowa pęka, a z nosa leje się jak z rynny? Pakujemy chusteczki, dwie paczki aspiryny i do dzieła! Jakiś tam katarek nie powstrzyma nas przecież przed ukończeniem na czas raportu czy przeprowadzeniu zajęć dla uczniów, nawet jeśli klasa przez sezon grypowy i tak opustoszała o połowę. Nierzadko mamy też z tyłu głowy myśl, że lepiej podołać codziennym obowiązkom i kurować się wieczorami niż tracić czas na czekanie w kolejce po L4. Całe pokolenia funkcjonowania w takim systemie sprawiają, że i pracodawcy z reguły mają wyższe oczekiwania pod tym względem. (Ostatnio pojawiają się oczywiście głosy, że takie podejście zmieni się przez panującą pandemię, ale chyba jeszcze zbyt wcześnie, by ferować tutaj stanowcze wyroki...) I tu po przyjeździe do Norwegii czy Skandynawii w ogóle możemy przeżyć szok – jeśli szef widzi, że nie jesteśmy dzisiaj w formie, w większości przypadków sam zaproponuje, żebyśmy jak najszybciej poszli do domu! Jeżeli budzimy się z bólem brzucha, który utrudnia nam myślenie o czymkolwiek innym, żaden problem. Wystarczy wykonać telefon i zgłosić, że jesteśmy dziś niedyspozycyjni. Jest to tzw. egenmelding, zwolnienie własne, które może objąć do 3 dni włącznie (w przypadku dłuższej nieobecności należy już przedstawić zwolnienie lekarskie). Co do zasady z egenmelding można skorzystać 4 razy w roku kalendarzowym oraz po przepracowaniu w danym miejscu minimum 2 miesięcy. Jeśli zachoruje nasze dziecko, nieobecność z powodu opieki również można usprawiedliwić w taki właśnie sposób.


Większa wyrozumiałość w stosunku do sytuacji osobistej pracownika zdaniem wielu mocno kontrastuje z rygorystyczną wręcz dbałością o przestrzeganie przepisów, „opieszałym” podejmowaniem decyzji, dopóki sprawy nie rozpatrzy się pod każdym możliwym kątem (wiedzą coś o tym zwłaszcza pracownicy branży budowlanej), rozbudowanej biurokracji związanej np. z BHP, itp. Jak można mieć tak luźne podejście w jednej kwestii, a „spinać się” w innej? Odpowiedź nie jest wcale taka trudna, jeśli naszym głównym priorytetem będzie właśnie... pracownik. Zdrowie, bezpieczeństwo, a także komfort psychiczny wszystkich zaangażowanych są tu jednak ciut ważniejsze niż ukończenie zadania na czas. Przedłużające się czekanie na decyzję kierownictwa w sprawie nieprzewidzianej sytuacji rzeczywiście może być frustrujące, z drugiej strony jednak liczba wypadków przy pracy jest w Norwegii zdecydowanie mniejsza. Nie dalej niż parę tygodni temu jeden z naszych uczniów zaskoczony podzielił się ze mną informacją, że w pobliskim zakładzie przemysłu mleczarskiego widnieje tabliczka z dumnym napisem: „Brak wypadków od … dni”. Jeśli pamięć mnie nie myli, w danym momencie licznik wybijał już ponad 1200.


Styl szefowania to zresztą w ogóle temat na odrębną dyskusję. W poście o norweskich manierach z zeszłego tygodnia mogłeś/-aś przeczytać o tym, że struktura społeczna tego kraju jest wypłaszczona, tj. co do zasady nie powinno się podkreślać swojej wyższości nad kimkolwiek – i dokładnie to samo zjawisko można zaobserwować w norweskiej relacji kierownik-podwładni. Oznacza to, że twój norweski szef najprawdopodobniej będzie wydawać polecenia w taki sposób, jakby cię o coś prosił, np. za pomocą pytań typu „kan du...?” Całkiem możliwe, że będzie też starać się aktywnie włączać cię w proces podejmowania decyzji. W wielu innych kulturach takie zachowanie jest odczytywane jako niedostatecznie stanowcze, a nieprzyzwyczajeni do tego pracownicy skarżą się, że komunikaty jakie otrzymują nie są precyzyjne. Jakby tego było mało, niedawne badania dowodzą, że różnice w tej materii istnieją także pomiędzy kierownikami w różnych państwach skandynawskich – przeciętny szwedzki szef będzie zachowywał się raczej jak coach, a duński wymaga od pracowników większej niż gdzie indziej odpowiedzialności. Pokazuje to jasno, że w kontaktach międzykulturowych kluczowa jest otwartość i zrozumienie.


Duża część naszych czytelników zna pewnie już temat z własnego doświadczenia. Czy też masz wrażenie, że w Norwegii pracuje się po to, żeby żyć, a nie żyje, aby pracować? Koniecznie podziel się swoimi obserwacjami w komentarzach. :)


#Norwegia #praca #emigracja #pracawnorwegii

220 wyświetlenia

Korzystając z tej strony akceptujesz postanowienia Regulaminu i oświadczasz, że znasz naszą Politykę Prywatności.

  • Facebook Social Ikona
  • YouTube Ikona społeczna
  • Instagram

Copyright 2016-2020 Trolltunga